wesołych świąt 2008-03-21 21:25:06


 

Czytelnicy,

Korzystając z pomocy pana Edwarda Hulewicza chciałbym życzyć Wam wszystkim Wesołych Świąt i spełnienia marzeń.

Postaram się przez święta ciuteńkę zaktualizować ten drogi pamiętniczek, a przynajmniej napisać parę słów o wspomnianym wyżej panu Hulewiczu. Nikt tak nie zasługuje na ocalenie od zapomnienia jak on właśnie. Trendseterzy, do roboty!!!

 

skomentuj (0)

srerlin 2008-03-02 16:06:58

Nie będę Was okłamywał.

Cała ta wycieczka do Berlina jest meganieporozumieniem.
Nie dość, że pogoda jest z dupy - pada, wieje, leje, wieje - to jeszcze dostałem zapalenia zatok i bardzo wysokiej gorączki...
Siedzę więc prawie cały czas w ślicznym mieszkanku w modnej okolicy i gram w szachy z komputerem (bo nie mam w mieszkaniu sieci).
Czasem tylko wyjdę coś zjeść i zobaczyć co tam w Polsce słychać, ale zaraz i tak wracam pod kołdrę.
Cudnie...

Cała szczeście, że jutro ląduje Gulka!!!!!
Wtedy to już mi pogoda nie straszna - może dalej wiać i lać - posiedzimy w mieszkaniu.

Czekam czekam czekam.

skomentuj (4)

rok bez filmu roku 2008-02-25 23:18:14

No i potwierdzają się moje przypuszczenia. To, że Coenowie dostali te swoje Oscary znaczy ni mniej ni więcej, że "There will be blood" nie jest tak dobry, jak pokazuje to zajawka.

Spodziewałem się arcydzieła - już się nie spodziewam. Znaczy się P.T. Anderson musi jeszcze poczekać na swoją "Annie Hall".
To, że Coenowie dostali te swoje Oscary świadczy też o tym, że Akademicy bardzo chcieli nagrodzić kino mroczne. I luz, zrobili takie to dostali. Tylko ja nie uważam, żeby to był jakoś wyjątkowo udany, jak na Coenów, film. Nigdy nie byłem ich wyznawcą i nie potrafię powiedzieć co takiego tu niby pokazali, czego nie pokazali wcześniej chociażby w "Fargo". Świadczy to też o tym, że 2008 będzie pamiętany jako jeden z tych z pomyłką (jak wtedy kiedy "Zakochany Szekspir" położył "Szeregowca Ryana"). Będziemy go wspominać jako ten, w którym "No country for old men" położyło "Michaela Claytona", którego niezmiennie uznaję za film kompletny.

Ale wszystko to nic. Najważniejsze i sprawiające największą radość jest to, że z Oskarem wyjechał "Ratatuj", który dla animacji był tym, czym dla kina wojennego wspomniany wyżej "Szeregowiec Ryan". 
I jeszcze wszystko to nic kiedy przypomnę sobie, że na żadną nominację nie zasłużył według Akademii "Knocked up". Ale tę decyzję już chyba komentowałem. 

skomentuj (1)

prywata 2008-02-18 02:03:23

A gdyby ktoś miał sprawdzony niedrogi i miły nocleg w Berlinie to byłbym bardzo wdzięczny za podpowiedź.

skomentuj (1)

trendy 2008 2008-02-18 01:46:07

No to zdaje się wiadomo już jaka muza będzie rządziła wyobraźnią w tym roku.

Z jednej strony wysypią się panienki, które będą chciały wykorzystać komercyjny sukces Amy Winehouse. Będą mniej ćpały i dzięki temu uda im się wylansować kilka soulozująco-klasycyzujących przebojów (do tej fali podczepi się też nowy Gnarls Barkley, jeszcze bardziej staroszkolny niż poprzednio). Pierwsza - Duffy - ma już nawet swój numer jeden na Wyspach w tym tygodniu:

 

Z drugiej strony wybuchnie rozpoczęty w zeszłym sezonie mariaż niespodziewanie powracającego 2stepu z r'n'b i łagodną elektroniką. Zaczęło się chyba od T2 z ich wielkim hitem "Heartbroken", Kanyego ze "Stronger" i Kenny kolaborującego z Chadem Hugo. Potem koniunkturę wyniuchała Rihanna w "Don't stop the music". Teraz zaś atakują Brytole: kolektyw o okropnej nazwie H'two'O oraz niejaki Taio Cruz, który jest autorem mojej ulubionej piosenki ostatnich dni - "Come on girl":

 

Na trzeciej rączce mamy nurt reprezentowany przez, chociażby, niejakiego Jamesa Yuilla. Nurt doczekał się, a jakże, swojej nazwy - Folktronica. Młodzież pewnie będzie się jarać i identyfikować - i dobrze, bo to wyjątkowo urocza muzyka - i do tańca, i do ruchańca.

 

A na koniec wyliczanki - nasili się wpływ lat 80'tych. Już nie tyle jako inspiracja, ale wchodzenie w tamte średnio (jak dla mnie) wygodne buty. Te wszystkie voicecodery, tanie syntezatory, poduszki w marynarkach - już i Snoop to trenował, już i Chromeo było. Teraz dla przykładu pojawia się taki zespół jak Alphabeat, który swój "Fascination", bez zwrócenia zbytniej uwagi, mógłby włożyć do reedycji ścieżki dźwiękowej "Wirującego seksu". Nikt by się nie poznał, że to nagrane dwie dekady później.

skomentuj (2)

Księga Gości