Czytelnicy,
Korzystając z pomocy pana Edwarda Hulewicza chciałbym życzyć Wam wszystkim Wesołych Świąt i spełnienia marzeń.
Postaram się przez święta ciuteńkę zaktualizować ten drogi pamiętniczek, a przynajmniej napisać parę słów o wspomnianym wyżej panu Hulewiczu. Nikt tak nie zasługuje na ocalenie od zapomnienia jak on właśnie. Trendseterzy, do roboty!!!
Nie będę Was okłamywał.
No i potwierdzają się moje przypuszczenia. To, że Coenowie dostali te swoje Oscary znaczy ni mniej ni więcej, że "There will be blood" nie jest tak dobry, jak pokazuje to zajawka.
A gdyby ktoś miał sprawdzony niedrogi i miły nocleg w Berlinie to byłbym bardzo wdzięczny za podpowiedź.
skomentuj (1)
No to zdaje się wiadomo już jaka muza będzie rządziła wyobraźnią w tym roku.
Z jednej strony wysypią się panienki, które będą chciały wykorzystać komercyjny sukces Amy Winehouse. Będą mniej ćpały i dzięki temu uda im się wylansować kilka soulozująco-klasycyzujących przebojów (do tej fali podczepi się też nowy Gnarls Barkley, jeszcze bardziej staroszkolny niż poprzednio). Pierwsza - Duffy - ma już nawet swój numer jeden na Wyspach w tym tygodniu:
Z drugiej strony wybuchnie rozpoczęty w zeszłym sezonie mariaż niespodziewanie powracającego 2stepu z r'n'b i łagodną elektroniką. Zaczęło się chyba od T2 z ich wielkim hitem "Heartbroken", Kanyego ze "Stronger" i Kenny kolaborującego z Chadem Hugo. Potem koniunkturę wyniuchała Rihanna w "Don't stop the music". Teraz zaś atakują Brytole: kolektyw o okropnej nazwie H'two'O oraz niejaki Taio Cruz, który jest autorem mojej ulubionej piosenki ostatnich dni - "Come on girl":
Na trzeciej rączce mamy nurt reprezentowany przez, chociażby, niejakiego Jamesa Yuilla. Nurt doczekał się, a jakże, swojej nazwy - Folktronica. Młodzież pewnie będzie się jarać i identyfikować - i dobrze, bo to wyjątkowo urocza muzyka - i do tańca, i do ruchańca.
A na koniec wyliczanki - nasili się wpływ lat 80'tych. Już nie tyle jako inspiracja, ale wchodzenie w tamte średnio (jak dla mnie) wygodne buty. Te wszystkie voicecodery, tanie syntezatory, poduszki w marynarkach - już i Snoop to trenował, już i Chromeo było. Teraz dla przykładu pojawia się taki zespół jak Alphabeat, który swój "Fascination", bez zwrócenia zbytniej uwagi, mógłby włożyć do reedycji ścieżki dźwiękowej "Wirującego seksu". Nikt by się nie poznał, że to nagrane dwie dekady później.